Wspominając już wcześniej w swoich felietonach spacerkiem po dawnym Kole, o dziewczynach i chłopakach tych z dawnej kolskiej ulicy — jakże barwnych postaciach — przyrównywałem ich do bohaterów warszawskich ulic z ballad bardów Stanisława Grzesiuka i Jaremy Stępowskiego, m.in. Mokotowa, Woli, Koła czy zawiślańskiej Pragi.
W Warszawie zamieszkiwałem w latach 1968–1971 oraz później w latach 1982–1987 — to w sumie dobre 8 lat. Wpierw w LWP na Podchorążych, a później podczas studiów na Belwederskiej. W obydwu przypadkach po sąsiedzku z Czerniakowską.
Już wtedy, jako fan „Kapeli Czerniakowskiej” i jej wspaniałych opowiadań o dawnych mieszkańcach tej słynnej, nie tylko w Warszawie, aglomeracji, zaciekawiony jej wielobarwnością, jak tylko miałem okazję, starałem się pooddychać jej klimatem.
Tak jak Czerniakowska w dawnej Warszawie, tak i nasza Kolska Starówka ma swoją przebogatą legendę. Tam, na Czerniakowskiej, tworzyli ją jej dawni apasze wraz z pięknościami ulicznych nocy. A na Kolskiej Starówce — chłopaki z ksywami, których znałem osobiście.
Chłopaki charakterne, m.in.: Karaś, Ślipek, Buła, Myniu, Jojo, Szewcu, Gitara, Piegus, Kutol, Strucel, Śledziu, Paluch, Krychu, Muskuła, Poła czy Idek, Letan, Szczygieł, Patela.
I chociaż wielu z nich było aż nadto wyobcowanych od rzeczywistości, to jednak honor i osobista godność, a także swojska kultura były dla nich sprawą niepodważalną.
Na Kolskiej Starówce, którą dawniej nie zawsze mieszkańcy Koła darzyli sympatią, rej wodzili wspomniani bohaterowie kolskiej ulicy.
Wspominam ich jako wspaniałych, serdecznych kumpli „ze sztamą”, służących pomocą — pomimo, jak bywało, własnych problemów.
Przyznaję — ten dawny Czerniaków słynął z pięknych mieszkanek, o czym opowiadała Kapela Czerniakowska, wspomagana przez Orkiestrę z Chmielnej. A czy naszym dziewczynom z Kolskiej Starówki brakowało kiedykolwiek urody?!
A i obecnie to jedne z najpiękniejszych, nie tylko w Kole. O nich to śpiewała, zachwalając ich urok, dawna Kolska Kapela Podwórkowa „BUMEL SZYCHTA”, o której już wielokrotnie wspominałem.
Warto więc i należy wspomnieć o dawnych pięknościach — niezwykle sympatycznych arystokratkach ulic Kolskiej Starówki, jak m.in.: Czarna Mańka, Jadzia Patefon, Krzywa Józia, Frunia, Jaśka „Masz Złotówę”, Ewka Piwko, Krasnopióra, Garbuska, Kicia czy Grażynka i Jolka.
Pozostaną i one — jak te z Czerniakowa — w pamięci wielu z nas, opiewane w balladach.
Sami dobrze wiemy, czytając te wspomnienia, że czas nieubłaganie zamazuje dawny, niezwykle barwny obraz Kolskiej Starówki.
Z przekazów literackich czy ballad wiemy, że dawniej na warszawski Czerniaków „obcy” wchodził z duszą na ramieniu. Czy i u nas, na Kolskiej Starówce, było podobnie? Zapewne tak.
Pamiętam, że był przypadek złego potraktowania poza Starówką dziewczyny i chłopaka z Wyspy przez „kogoś” z przedmieścia. WYSPA tego nie darowała.
A i dziewczyny, które powracały z randek poza Starówką do domu, odprowadzane były jedynie do połowy mostu na Warcie. Bo gdy któremuś z chłopaków spoza wyspowej części Koła spodobała się dziewczyna z Wyspy, na spotykanie się z nią musiał mieć aprobatę jej braci i ich kumpli.
Taką była dawniej Kolska Starówka.
A czy warszawski Czerniaków był inny?
Foto: reprodukcja zdjęcia Kapeli Czerniakowskiej z 1975 roku oraz reprodukcja zdjęcia Kolskiej Kapeli „Bumel Szychta” z 1976 roku.
Tekst: Ryszard Borysiewicz