Obojętnie, co się mówiło o naszym Kolskim Zamku, był on zawsze celem obowiązkowych, niedzielnych, rodzinnych wypraw przy sprzyjającej pogodzie. Bywało, że podczas którejś z randek na Kolskim Zamku trzeba było zdecydowanie odpowiedzieć na pytanie: „A ożenisz się ze mną?!”.
Jego tajemniczość przekazywana była z pokolenia na pokolenie. Jak już wcześniej wspomniałem, świetnymi bajarzami byli „wyspowi wędkarze”. Ciekawiły nas – wtedy młodych chłopaków – ich opowieści snute podczas łowienia ryb, szczególnie nocą, o wydarzeniach na kolskim zamku, być może i prawdziwych.
A to, że podczas księżycowej nocy po zamkowych murach spaceruje Biała Dama – córka starosty kolskiego, o którą starali się dwaj bracia, postrzeleni przez siebie w pojedynku. A to, że z zamkowej wieży do rzeki Warty sypią się tumany piasku i słychać przy tym jęki oraz zawodzenia więzionych tam skazańców. A to, że na zamkowej górze ktoś nocą rozpala ognisko. No i że w samo południe, przy dźwiękach klasztornych dzwonów, pod zamkową górą ukazuje się kobieta w podeszłym wieku, ubrana na czarno, z wiązką chrustu na ramionach.
Te i wiele innych historii o naszym zamku sprawiały, że nigdy nie nocowaliśmy w namiocie wśród zamkowych ruin. A jednak zamek zawsze wzbudzał w nas ciekawość.
Wyprawy na zamek, szczególnie z dziewczynami spoza Starówki, stawiały nas w pozytywnym świetle. Może nie gloryfikowały nas, ale w ich oczach byliśmy wtedy „super”.
Kolski Zamek 60 lat temu – według mniemania chłopaków ze Starówki – przypisany był do wyspowej części miasta Koła. Tu chodziło się na randki z dziewczynami, a z lekcji – na wagary. Bywało, że i całymi klasami.
Z ciekawości obszedłem mury zamkowe, odczytując wyryte w cegłach zapisy, tzw. „listy obecności”. Wiele dat pochodzi z lat 1914–1940. Trafiają się i starsze – z 1842 roku, z 1894 – oraz te nowsze, z lat 1946 i późniejszych. Zachowały się także dwie najstarsze: w wieży zamkowej z 1750 roku oraz na murze z 1793 roku. Przy nich często widnieją już nieczytelne inicjały ich autorów.
No i legenda o podziemnym tunelu prowadzącym z Kolskiego Zamku do klasztoru oo. Bernardynów na kolskiej Starówce. Czy to tylko legenda? A może nie…
Foto i tekst Ryszard Borysiewicz