Strona ta wykorzystuje cookies 🍪 W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".
tel. 63 27 20 810 lub 63 26 27 503  um@kolo.pl  |  20 Marca 2026 r. Imieniny: Eufemii i Klaudii

W Wielki Post: „Żurem po oknach”… spacerkiem po dawnym Kole

Dodane: 20 Marzec 2026  15:00:29   Opublikował: Piotr Kapalski
Brak zdjęcia.
Jak pamiętam, był to wyjątkowy, dziś już zapomniany epizod na Kolskiej Starówce w okresie Wielkiego Postu, tuż przed Świętami Wielkanocnymi, z udziałem nas, wtedy młodych chłopaków.

Gdzieś tak, może w połowie lat 60. XX wieku, często spędzałem w okresie przedświątecznym dłuższą chwilę w Chojnach w gminie Grzegorzew, u wujostwa Heleny i Józefa. Ich synowie, Stefan i Tadeusz, byli pozytywnymi rozrabiakami. Jak mi opowiadali, przed Wielkanocą, w Wielki Czwartek na Wielki Piątek, miejscowa kawalerka chodziła nocą po wsi i tam, gdzie mieszkały panny, które im się podobały, „oblewali żurem” okna ich domostw. Był to staropolski obyczaj kultywowany od dawien dawna, przeważnie w Wielkopolsce. Słynął z tego pobliski Grzegorzew.

Taka „wyróżniona” panna chodziła wtedy po wsi dumna z tej to przyczyny. Wpadłem i ja z moim kumplem Jaśkiem na pomysł – a mieliśmy wtedy może po 15 lat – że i nasze staromiejskie, co poniektóre koleżanki powinny być w ten sposób wyróżnione.

Z opowieści wiedzieliśmy również, że chłopcy po wsiach do polewania okien i drzwi domostw urodziwych panien używali wody studziennej z rozpuszczonym w niej wapnem – mieszaniny o nazwie „żur”. Do naszego pomysłu dołączyli także inni nasi koledzy ze Starówki. My jednak w wiadrze z wodą z pompy miejskiej rozpuszczaliśmy mąkę – nieważne, jaki gatunek.

Zabawę mieliśmy przednią, ale już następnego dnia były „bardzo poważne” rozmowy z naszymi rodzicami, gdy wydało się o naszym uczestnictwie. Pomimo wynikłych problemów zdobyliśmy przychylność dziewczyn, do których okien dotarliśmy z naszymi wiadrami. Na dawnej Kolskiej Wyspie aż huczało, bo nie byliśmy jedynymi z wiadrami i „żurem po oknach”.

A co do żuru – postne jedzenie było wtedy, na co dzień, szczególnie w okresie przedświątecznym Wielkiej Nocy, preferowane niemal w każdym domu. My na Kolskiej Wyspie po żurek, już tak zaklepany na żytniej mące, chodziliśmy do pani Stanisławy Środkowskiej, która klepała żur w swoim domu przy narożniku ulic Grodzkiej i Kuśnierskiej. Mały słoik od dżemu kosztował 50 gr., większy słoik – 1 zł. Trzeba było go jeszcze doklepać koziołkiem, zrobionym zazwyczaj z czubka świątecznej, domowej choinki rozebranej po Nowym Roku. Tego drewniaka z żurem już dawno nie ma. Obecnie jest tam plac zabaw dla dzieci. Pozostały nam jedynie wspomnienia.

Przypadkiem natrafiłem na zapiski kulinarne babci Józi z 1963 roku, z domową recepturą zaklepania świątecznego żuru. Podaję jej przepis na zawartość około 1,5 litra żuru: około 5–6 dużych łyżek żytniej mąki, 3 listki laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, 2 ząbki czosnku, około ¾ litra wody przegotowanej.

Co 2–3 dni przemieszać koziołkiem tworzący się zakwas, a po 4–5 dniach powstały zakwas przelać do glinianego garnka lub słoja i przechować około dwa tygodnie na dojrzenie zakwasu. Można dodać do zakwasu skórkę chleba dla wzbogacenia jego smaku.

Do świątecznego żuru (nie zalewajki) dodaje się białą kiełbasę lub, jak kto woli, kaszankę.

No i smacznego! A także Wesołych Świąt!

Foto: podstawowe narzędzia do klepania żuru z żytniej mąki.

Tekst opracował Ryszard Borysiewicz

Blog Burmistrza
Miasta Koła

Kalendarium wydarzeń

Strona stworzona przez F&A MEDIA