Pamiętam, jako młody chłopak, jak z pompy na dawnym placu PZPR koło ratusza, a także z pompy przy placu Bohaterów Stalingradu, gdzie wtedy mieszkałem, nosiciel napełniał wiadra wodą, doczepiał je do haków przy nosidłach i zanosił pod wskazany adres. Pamiętam też, że moi rodzice korzystali z usług nosicieli wody podczas domowego prania, gdy jeszcze byliśmy zbyt mali.
Nosiwoda brał wtedy 5 złotych od wiadra (z rybakiem). A tych wiader zapewne było sporo, więc opłacało się to nosicielom. Za pobraną wodę z miejskiej pompy nie ponosiło się wówczas żadnych kosztów – woda była gratis.
W tamtych latach Kolska Starówka nie była jeszcze ani zwodociągowana, ani skanalizowana, a do odprowadzania nieczystości służyły jedynie uliczne rynsztoki. Tak dawniej bywało.
Według zapisów archiwalnych nosidło do wody, czyli jarzmo, siundy czy też koromysło, było drewnianym przyrządem wspomagającym noszenie wody w konewkach i wiadrach. Ułatwiało ono nosiwodzie dźwiganie dwóch wiader z wodą. Składało się z drewnianej belki z wyżłobieniami na barki oraz dwóch łańcuchów z haczykami. Wcięcie na szyję wykonywano po to, aby nosidło pewnie spoczywało na obu ramionach. Na obu jego końcach przymocowane były pręty metalowe lub łańcuchy z hakami do wieszania wiader z wodą.
Dzisiaj pozostało już tylko wspomnienie o nich sprzed niemal 70 lat, zachowane w pamięci podeszłych wiekiem mieszkańców Koła.
Foto: Ryszard Borysiewicz – nosidło (koromysło, siundy) z lat 30. XX wieku, ze zbiorów prywatnych pana Jana Czai z Krzymowa. Pan Jan Czaja prezentuje nosidła. No i autor felietonu.
PS. Serdecznie dziękuję panu Janowi Czai z Krzymowa za pomoc przy realizacji tego felietonu.
Tekst opracował Ryszard Borysiewicz