Znałem ich od dawien dawna, a poznałem ich tak na dobre w latach 90., gdy przy ulicy Rzeźniczej, w świetlicy środowiskowej MOPS, na chwilę ulokował się Klub Młodzieżowy LOK „Kolska Starówka”. Znałem ich jeszcze z dawnych lat dziecięcych, gdy wspólnie dorastaliśmy na staromiejskich placach zabaw, a między nami, chłopakami na Wyspie, różnie bywało.
To o Edku Ostrowskim i Gienku Szkudlarku moje wspomnienie. Jak wielu z nas, „Wyspiarzy”, mieli i oni swoje ksywy. Edek mienił się jako „Maharadża” czy „Śledziu”, natomiast Gienek jako „Paluch”. Skąd wzięły się te ich ksywy, jak przyznali kiedyś w rozmowie ze mną, sami nie wiedzieli. To ich kumple te ksywy im „przylepili” i tak pozostało.
Nie potrafili mi w niczym odmówić, gdy byłem radnym Rady Miejskiej i gdy chodziło o dobro tych najmłodszych z Kolskiej Starówki, przychodzących do klubu na miskę zupy. Chętni w pomocy przy organizacji czy to kuligów podczas ferii zimowych, czy to przy organizacji ognisk dla dzieciaków, a także i konkursów strzeleckich, no i przy organizacji zabaw tak dla dzieciaków, jak i dla dorosłych. Latem, gdy z grupą dzieci chodziliśmy nad kanałek w Ruszkowie kąpać się, oni nie odmówili mi czuwania nad ich bezpieczeństwem. Podobnie jak i podczas grupowej kąpieli dzieciaków przy ul. Asnyka „na Browarku”. A gdy dawniej zawiało okolice świetlicy śniegiem podczas tęgiej zimy, nieproszeni sami brali łopaty do ręki.
Odeszli kilkanaście lat temu, trochę przedwcześnie, tak na zawsze. I dlatego o nich to moje wspomnienie.
Foto archiwalne Klubu LOK „Kolska Starówka” z 6 stycznia 1996 roku z ulic Rzeźniczej oraz Kilińskiego i Kościelnej, obecnie Wyszyńskiego. Na foto sprzed 30 lat widoczne nieistniejące już budynki: dawny blok mieszkalny przy ul. Kościelnej 6 oraz fragmenty budynku dawnej świetlicy MOPS przy ul. Rzeźniczej.
Tekst opracował Ryszard Borysiewicz