Chciałbym jednak wspomnieć o jednej, najbardziej widocznej w Kole na ulicach miasta w latach 50. i później jeszcze w latach 60. XX wieku, dziś już niemal zapomnianej grupie – bikiniarzach.
Była to pierwsza polska subkultura młodzieżowa okresu powojennego, istniejąca niemal do połowy lat 60. XX wieku. Bikiniarze buntowali się przeciwko szarej rzeczywistości PRL-u. Ich dziewczyny nazywano „kociakami”. Razem stanowili ikonę stylu. Bikiniarze manifestowali swoją odmienność ekstrawaganckim ubiorem, fascynacją kulturą amerykańską oraz muzyką jazzową. Nazywano ich także „bażantami” i „fagasami”.
Ich strój składał się z obszernych, barwnych marynarek z szerokimi ramionami, wąskich i przykrótkich spodni, kolorowych skarpetek oraz butów na grubej podeszwie. Obowiązkowym elementem garderoby był szeroki, jaskrawy krawat z nadrukiem przedstawiającym często nagie kobiety lub palmy. Fryzurę stanowiły włosy zaczesane do tyłu i uniesione z przodu w charakterystyczny „kaczy kuper”. W przekazach medialnych bikiniarzy często określano mianem chuliganów lub bumelantów.
Pamiętam, że w latach 60. XX wieku na ulicach kolskiej Starówki często widywałem starszych od siebie chłopaków, którzy upodabniali się do tej subkultury. Znałem niemal wszystkich i byli oni dla nas, kilkunastoletnich wyrostków, wzorem do naśladowania.
Sam również starałem się przypodobać – może nie tyle dziewczynom, ile swoim kolegom – nieco odmiennym ubiorem. Do dziś zachowały mi się buty zwane „bitelsówkami” oraz wzorzysty krawat. Włosy musiały być długie, najlepiej sięgające ramion. Obowiązkowym dodatkiem był grzebyk do włosów widoczny w lewej kieszonce marynarki oraz kieszonkowe lusterko z bohaterami filmowymi, głównie z serialu „Bonanza”. Dla szpanu nosiło się papierosy Marlboro lub Camel. Ręce trzymane w kieszeniach spodni były oznaką niezależności. Później pojawiło się także tranzystorowe radio „Szarotka”.
Kolski bikiniarz, zwłaszcza ten ze Starówki, mógł zaopatrzyć się w odpowiedni ubiór w sklepiku pani Idziakowej przy placu PZPR. Mówiono, że posiadała ona towary sprowadzane przez rodzinę z USA.
A dziewczyny? Jak to Kolanki – były, są i będą najpiękniejsze. One również ubierały się odważnie i zwracały na siebie uwagę. Znane mi dziewczęta z kolskiej Starówki nosiły krótkie spódniczki, często rozcięte z przodu lub z tyłu, wysokie buty z cholewami sięgającymi nawet ponad kolana oraz nylonowe pończochy, tak zwane kaprony, obowiązkowo ze szwem. Do tego dochodziły barwne bluzki lub sweterki z głębokimi dekoltami oraz kolorowe apaszki na szyi.
Chciałeś czy nie – musiałeś się za nimi obejrzeć. Nazywano je Kiciami, Kociakami lub Bikiniarkami.
W późniejszych latach wśród dziewcząt zapanowała moda na spodnie „ogrodniczki”. Jeszcze do lat 60. XX wieku na kolskich ulicach praktycznie nie spotykało się dziewcząt i kobiet w spodniach. Nie były one jeszcze modne, choć z pewnością praktyczne. Widok Kolanki w spodniach budził wówczas niemałą sensację.
Cóż, ten barwny, pełen kolorów pejzaż ulic kolskiej Starówki już dawno i bezpowrotnie zanikł.
Foto: Nie zachowały mi się żadne zdjęcia z tamtych lat. Liczę jednak na Państwa wyobraźnię, która uzupełni mój opis.