Jedną z osób, które padły ofiarą represji był Zygmunt Wawrzyniak.
Pochodził z Sompolna. Ponieważ jego matka była z pochodzenia Niemką, w 1941 r. został wpisany na volkslistę. Aby uniknąć powołania do Wehrmachtu zaczął się ukrywać. W 1942 r. zastrzelił miejscowego volksdeutscha, który chciał go wydać niemieckiej żandarmerii.
Nielegalnie udał się do Wiednia. Tam podjął pracę w szpitalu. Gdy ponownie groziło mu aresztowanie opuścił teren Austrii i wrócił do rodziców. Od 1944 r. do końca wojny ukrywał się w rejonie Sompolna. We wrześniu 1945 r. podjął naukę w gimnazjum w Kole. Wkrótce po tym został zatrzymany przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Kole.
Zmuszano go do donoszenia na kolegów z gimnazjum, którzy byli wrogo nastawieni do nowych władz. Jednak żadnych donosów kolskie UB od niego nie dostało. Śledzony przez UB przerwał naukę w szkole i zszedł do podziemia. W listopadzie 1945 r. wraz z kolegami z gimnazjum założył grupę konspiracyjną, która liczyła 22 osoby. Od listopada do kwietnia przeprowadzili 17 akcji zbrojnych, głównie na siedziby urzędów gmin, z których zabierano maszyny do pisania służące im do wydawania antykomunistycznych ulotek. Podczas przeprowadzonych akcji zostawiał pokwitowania na odebrane pieniądze i broń podpisując je jako podporucznik AK o pseudonimie „Sęp”. Jego oddział dysponował jednym automatem PP-szą, 2 automatami MP, 3 karabinami, 6 pistoletami i 6 grantami. Broń tę zdobyto rozbrajając pojedynczych milicjantów.
Niektórzy członkowie grupy chcieli podjąć bardziej radykalne działania – np. wysadzenie siedziby UB w Kole na ul. Grodzkiej, ale Wawrzyniak nie chciał dopuścić do rozlewu krwi. Nawet po rozbrojeniu dwóch funkcjonariuszy UB z Koła zabronił ich rozstrzelać. Później jeden z nich Eugeniusz Kołodziejek odmówił udziału w egzekucji Zygmunta Wawrzyniaka, za co został usunięty z UB. W nocy z 23 na 24 kwietnia 1946 r. we wsi Kolonia Powiercie podczas obławy zorganizowanej przez Komendę Powiatową Milicji Obywatelskiej i Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego oraz oddział wojskowy z Kalisza Zygmunt Wawrzyniak został zatrzymany i osadzony w areszcie w Kole. 11 maja 1946 r. na sesji wyjazdowej w Kole Wydział Karny ds. Doraźnych Sądu Okręgowego w Kaliszu na publicznej rozprawie w kinie „Świt” skazał 20-letniego wtedy Zygmunta Wawrzyniaka na karę śmierci.
W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zachował się raport z wnioskiem o ukaranie wartowników Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kole – Eugeniusza Kołodziejka, Kazimierza Dobrochowskiego i Mieczysława Więckowskiego za niewypełnienie rozkazu prokuratorskiego wykonania wyroku na Zygmuncie Wawrzyniaku. Zapoznajmy się z tym dokumentem opisującym dramatyczny przebieg tego wydarzenia, przy zachowaniu oryginalnej pisowni.
„W dniu 29 maja 1946 r. o godz. 8 rano na miejsce przeznaczone do wykonania wyroku (w pobliżu cmentarza na ul. Poniatowskiego, tam gdzie przebiega obecnie ul. Kazimierza Wielkiego) na osobie Wawrzyniak Zygmunta przywieziono w/w samochodem. Na miejscu był obecny ksiądz, doktor, dwóch wojskowych i jeden funkcjonariusz MO oraz pozostali funkcjonariusze UB. Nie zostało z góry uplanowane, kto ma wykonać egzekucję, toteż prokurator Obuchowicz trzykrotnie zwrócił się do stojących funkcjonariuszy UB: kto będzie strzelał. Po chwili zgłosili się na ochotnika Więckowski i Dobrochowski. Trzeciego ochotnika nie było. Szef UBP zwrócił się do Eugeniusza Kołodziejka: może i wy wystąpicie. Na co odpowiedział: nie wiem czy będę zdolny w obecnej chwili do wykonania wyroku. Jednak wystąpił, będąc w posiadaniu automatu. Skazanego na śmierć ustawiono pod sosną. Miał ręce związane do tyłu paskiem. Po odczytaniu wyroku Kołodziejek odezwał się do obywatela prokuratora: pomimo tego, że „Sęp” mnie rozbroił, lecz ja nie jestem zdolny do wykonania wyroku. Po czym cofnął się do tyłu. Następnie prokurator dał znak ręką do strzału. Więckowski oddał jeden strzał, nie trafiając skazanego. Następny strzał oddany przez Dobrochowskiego także był nietrafny, ponieważ skazany poruszał się całym ciałem w lewo i prawo, następnie zdołał, szarpiąc się uwolnić związane ręce i usiłował uciekać. Za uciekającym padło kilka strzałów, jednak bezskutecznie. W ślad za nim podążył prokurator, komendant aresztu i pozostali funkcjonariusze. Prokurator dosięgł za lewe ramię skazanego, a komendant aresztu na miejscu z polecenia prokuratora wykonał wyrok oddając dwa strzały w głowę”. Zarówno pokazowy proces Zygmunta Wawrzyniaka w sali kina, jak i późniejsza bezwzględna egzekucja miały na celu zastraszenie młodzieży, wśród której jak przyznawał sam Komitet Powiatowy PPR w Kole - „panuje duch partyzancki i antyrządowy”.