Strona ta wykorzystuje cookies 🍪 W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".
tel. 63 27 20 810 lub 63 26 27 503  um@kolo.pl  |  29 Marca 2026 r. Imieniny: Amalii i Wiktoryna

Z kalichlorku w rezurekcję Zmartwychwstania… Spacerkiem po dawnym Kole

Dodane: 27 Marzec 2026  08:42:35   Opublikował: Piotr Kapalski
Plansza ma eleganckie, teatralne tło w kolorze głębokiej czerwieni. W prawym rogu znajduje się ozdobna maska w stylu weneckim. W górnej części herb Koła. Całość utrzymana w klasycznym, stylowym charakterze.
Niewielu z nas, z dawnego rocznika lat 50. czy też 60. XX wieku, pamięta pirotechniczne, wykonywane domowym sposobem oznajmianie w drugi dzień Świąt Wielkanocnych o zmartwychwstaniu Chrystusa.

Podczas uroczystej rezurekcji, procesji wielkanocnej nad ranem, my – kilkunastoletni wtedy chłopcy – strzelaliśmy z kalichlorku i z karbidu, czcząc tym samym tak ważne katolickie wydarzenie. Samo strzelanie z kalichlorku to dawna, przedwojenna tradycja wielkanocna, praktykowana w czasie rekolekcji i nabożeństwa rezurekcyjnego.

W tamtych latach, a było to już ponad 65 lat temu, my – młodzi chłopcy – rozpoczynaliśmy strzelanie w Wielką Sobotę, a kończyliśmy w Wielki Poniedziałek. Saletrę i siarkę do wyrobu kalichlorku można było nabyć w sklepie drogeryjnym przy Starym Rynku. Z kolei z kolskiego ZREMB-u przy ul. Żelaznej starsi od nas koledzy załatwiali sobie moździerze (tuleje metalowe z trzpieniem), niezbędne do wywołania eksplozji kalichlorku.

My natomiast, jeszcze kilkunastoletni chłopcy, korzystaliśmy również z załatwionego ze ZREMB-u karbidu. Do tego wystarczała puszka metalowa po farbie olejnej, grudka karbidu i trochę wody. Niektórzy, dla większego efektu, używali kilkunastolitrowych beczułek i wtedy taki wybuch był donośniejszy, podobny do armatniego. Były to jednak rzadkie przypadki.

Używaliśmy również kluczy domowych do oddania strzału. Taki klucz musiał być tulejkowy. Napełnialiśmy go siarką z zapałek, czyli tzw. kalichlorkiem, i za pomocą dobranego gwoździa, uderzając o ścianę, powodowaliśmy eksplozję. Efekt akustyczny był niesamowity, szczególnie gdy nad ranem, podczas nabożeństwa rezurekcyjnego w Kolskiej Farze czy w Kolskim Klasztorze, i jeszcze długo, bo prawie do południa, słychać było na Kolskiej Starówce kanonadę w wykonaniu chłopaków z Wyspy.

Warto jeszcze wspomnieć o używanych w kościołach i w ich sąsiedztwie, w okresie Świąt Wielkanocnych, drewnianych kołatkach zamiast dzwonków. Ich klekot także zwracał szczególną uwagę.

Na Kolskiej Starówce już od wielu lat nikt nie praktykuje zabawy z kalichlorkiem czy z karbidem i nie ogłasza w ten sposób Zmartwychwstania Pańskiego. Jak wiele innych, tak i ta tradycja zanikła.

Foto: drewniana kołatka używana podczas nabożeństwa rezurekcyjnego, a także w obrębie kościołów, oraz zwykły klucz domowy, tulejkowy, do oddawania strzałów z siarki zapałczanej.

Blog Burmistrza
Miasta Koła

Kalendarium wydarzeń

Strona stworzona przez F&A MEDIA